Czerwone Wierchy, Giewont
2012-09-26
Te niesamowite góry urzekające swoim pięknem zwłaszcza jesienią ostatni raz miałem okazję "zdeptywać" w 2012 roku pod koniec września. Rejon Tatr Zachodnich jaki chciałem na początku opisać to szlaki na Czerwone Wierchy oraz na Giewont. W skład pasma Czerwonych Wierchów wchodzą cztery szczyty Kondracka Kopa, Małołączniak Krzesanica i Ciemniak wszystkie powyżej 2000 m.
Do zdobycia mamy pięć szczytów:
- Małołączniak - 2096 m.n.p.m.
- Krzesanica - 2122 m.n.p.m.
- Ciemniak - 2096 m.n.p.m.
- Kondracka Kopa - 2005 m.n.p.m.
- Giewont - 1894 m.n.p.m.
Pierwszy dzień wędrówki wiódł czerwonym szlakiem na polanę - Miętusi Przysłup stamtąd niebieskim szlakiem na Małołączniaka. Wejście na Małołączniaka jest ciekawe tą stroną (niebieski szlak), bo prowadzi przez wspinaczkę na łańcuchach, ale bez obawy nie jest to jakis ekstrmalny problem - raczej fajne urozmaicenie. Następnie wchodzimy na czerwony szlak i kierujemy się na Ciemniaka przez Krzesanicę. Na Krzesanicy poustawiane sa śmieszne małe wieżyczki z płaskich kamieni..nie wiem skąd wziął sie ten zwyczaj ale sam zdaje sie też własną "piramidkę" ustawiłem. Po dotarciu do Ciemniaka (nie ukrywam że wiało na tych grzbietach wtedy tak że czasami trudno było krok do przodu zrobić..ale to tylko potęguje siłę wrażeń)zszedłem do doliny Kościeliskiej i stamtąd zielonym szlakiem przez Kiry do mojej "bazy wypadowej".
Trasa zajęła mi ok 8h bez specjalnego pośpiechu ale również bez przesadnego "rozkładania i marudzenia" sie po drodze. Droga, jej najtrudniejszy fragment to podejście pod Małołączniak ale frajda po wejściu na szczyt jest niezastąpiona. Dalej szlak prowadzi już górskimi grzbietami przy niewielkiej różnicy wzniesień wiec przy sprzyjającej pogodzie widoki są wspaniałe a wysiłek już niewielki. Zejście do doliny kościeliskiej jest rownież dość łagodne a sama dolina i szlak jest już wyłozony żwirem a w końcowej części nawet asfaltem.
Zobacz szlakDrugi dzień to wejście na ostatni z Czerwonych Wierchów tj. na Kondracką Kopę a w powrotnej drodze na Giewont - 1894 m.n.p.m. Niestety drogę tak zaplanowałem że część trasy z Kondrackiej przełęczy na Kondracką Kopę trzeba przebyć w dwie strony to jest na szczyt i tą samą drogą powrót. Jeśli chodzi o Giewont trzeba sie przygotować na czekanie w kolejkach na wejście na szczyt,nawet o tej porze, w której ja byłem (koniec września). Droga jest dość stroma z wykorzystaniem łańcuchów.
Gorsze jednak jest zejście gdyż uskoki między kolejnymi stopniami są dość wysokie...a że mozna schodzić tylko pojedynczo..niezdecydowanie czy pewne "przestraszenie" turystów często wywołuje duże korki ;). No ale być na Giewoncie i dotknąć umieszczonego tam krzyża warte jest zniesienia tych niedogodności - przynajmniej dla mnie.
Czas przejścia potrzebny do zrobienia tej drogi ok 9.5h dlatego też nie nalezy na tej trasie zbytnio marudzić bo inaczej kondracką Kopę albo Giewont (wybór nalezy do Ciebie) obejrzeć można będzie jedynie z oddali.(zajrzyj do mojego poradnika myślę że pare uwag tam zebranych moze się przydać w związku z wyborem tej trasy). Wracajac czerwonym szlakiem bardzo chcarakterystycznym miejscem jest tzw. "siodło" czyli dwie skałki pomiędzy które trzeba się wspiąć i miedzy nimi przejśc aby móc iść dalej, ciekawy jest widok stamtąd bo "siodło" znajduje się na skraju dość stromego zbocza.
Zobacz szlakNa koniec pewna śmieszna historia jaka przytrafiła mi się na trasie p-szego dnia a więc w drodze na Małołączniak. Otóż idąc niebieskim szlakiem słyszę znad przeciwka pospiesznie i z pewnym przerażeniem zbiegających w dół turystów. Kiedy spytałem skąd ten pośpiech i strach w ich oczach usłyszałem że w poblizu jest niedżwiedż i że sie nie oglądali ale chyba za nimi biegł..;). Hmmm nie ukrywam że troche tez mnie to przestraszyło ale nie bardzo chciało mi sie wracać zwłaszcza że obranie innej trasy nie wchodziło juz w grę musiałbym po prostu zawrócic do domu. Z pewnym niepokojem ruszyłem jednak dalej..okazało sie że były to jelenie rozpoczynające rykowisko o tej porze...na szczeście mniej niebezpieczne i wcale nie będące w bezpośreniej bliskości szlaku. Cóż miałem satysfakcję, że nie zawróciłem ale doradzam aby wszystkie ostrzeżenia w górach zawsze traktować poważnie.
/trasy zrobione we wrześniu 2011 i 2012/