Orla Perć: Mały Kozi Wierch, Kozia Przełęcz, Kozi Wierch
2015-09-24
No i zaczęła się wędrówka na najtrudniejszą część Orlej Perci trasa przez Zawrat na Kozi Wierch. Przyznam, że z pewnym niepokojem na nią wyruszyłem.
Do zdobycia wyznaczyłem sobie:
- Mały Kozi Wierch - 2228 m.n.p.m.
- Kozia Przełęcz - 2137 m.n.p.m.
- Kozi Wierch - 2291 m.n.p.m.
Na trasę wyruszyłem przed 8.00 w Kuźnicach zameldowałem się ok 8.30 i stamtąd dość szybkim marszem na schronisko Murowaniec. Ku swojemu zaskoczeniu trase na Przełęcz Miedzy Kopami zrobiłem w godzinę (wg mapy powinno iść się ok 1.30).Po niedługim czasie znalazłem się w schronisku gdzie zjadłem śniadanko aby pokrzepić się przed dalszą, o wiele trudniejszą częścią trasy. Ruszyłem niebieskim szlakiem na Zawrat, tym razem nie było ani sladu śniegu czy oblodzenia więc droga była łatwiejsza, a właściwie powinna taką być gdyby nie to że wybrałem sobie nie "zimowe podejście" ale letnie po łańcuchach gdzie sporo wysiłku kosztowało mnie aby wreszcie znaleźć się na przełęczy. Okazało się że tych sił mi potem bardzo brakowało.
Po krótkim odpoczynku na Zawracie, zrobieniu paru fotek przyszedł czas aby zmierzyć się z Kozim Wierchem. Skręciłem w lewo na czerwony szlak i tu zaczęła sie ponowna wspinaczka po stromych zboczach. Praktycznie większość trasy pokonuje się tu przy użyciu rąk, taka skałkowa wspinaczka, nie trzeba chyba dodawać jak utrudnia to całą drogę. Na szczeście miałem rękawice (takie bez palców), które chroniły dłonie przed pokaleczeniem o ostre krawędzie skał, mimo to po pewnym czasie poczułem na opuszkach palców ból związany z otarciami naskórka. Najbardziej "hardcorowe" jest przejście przez Kozią Przełęcz, gdzie cały czas idąc na łańcuchach trzeba szukać podparcia dla stóp mając świadomość kilkumetrowej wysokości jaka dzieli Cię od dna przełęczy. Adrenalina rośnie w tym momencie na potęgę, mimo coraz bardziej narastającego zmęczenia.
Zobacz szlakW trakcie dalszej wspinaczki poczułem nieprzyjemne skurcze pod prawym kolanem, musiałem zrobić dłuższą przerwę na rozmasowanie mięśni i na odpoczynek, gdzieś z tyłu głowy cały czas miałem na względzie upływający czas i nieuchronne powolne zbliżanie się zmroku. Niestety organizm ma swoje ograniczenia i swoją wydolność wiec albo odpocznę dłużej, albo skurcz będzie sie nasilać i uniemożliwi mi dalsza wędrówkę. Na szczeście po 10-15 minutach odpoczynku i ruszeniu w dalszą drogę stwierdziłem że skurcze ustąpiły i nie przeszkadzają mi dalej iść
Wreszcie Kozi Wierch został zdobyty, oczywiście brak na nim jakiegokolwiek oznakowania ale stąd zaczyna się czarny szlak w kierunku doliny pięciu stawów, więc było jasne że właśnie jestem na szczycie. Niestety góry okryte były cały czas szczelną mgłą nie pozwalając nacieszyć sie pięknymi widokami jakie pewnie roztaczają się ze szczytu. Zejście wybrałem sobie czarnym szlakiem przez Żleb Kulczyńskiego. Oczywiście nic łatwiej nie bylo stromizna niesamowita i w początkowej fazie również schodzenie na łańcuchach, zmęczenie było już takie, że żołądek skakał mi do gardła. (schodząc nie ustrzegłem się błędu i zjechałem w dól ok metra co skończyło się wytknietym palcem u ręki którą próbowałem się ratować).
Z wielką radością powitałem zielony szlak w kierunku Czarnego Stawu po którym można już było iść normalnie, na dwóch nogach bez konieczności używania rąk ;). Ostatecznie wracając przez Murowaniec o 19.00 dotarłem do Kuźnic gdy zmrok własnie zapadał wokół. Byłem na tyle zmęczony że do Zakopanego zjechałem busem (za 3 zł).
Podsumowując była to dla mnie trasa skrajnie wyczerpująca, nie moge powiedzieć że dostarczyła jakichś przyjemności podczas jej przemierzania zwłaszcza że pogoda była naprawde paskudna, jedyne z czego można było się cieszyć to z tego, że mgła jest lepsza od deszczu ;). Oczywiście później z perspektywy kilku dni z dumą patrzę na swój wyczyn, ale przyznam że nie zamierzam już go powtarzać. Trasa jest naprawdę bardzo trudna i wymagająca, komu zależy bardziej na przyjemności z podziwiania piękna gór a nie na sprawdzeniu samego siebie i własnych fizycznych i psychicznych możliwości powinien ją sobie darować. Dodatkowym obciążeniem jest tu czas, bo zmierzch zapada bardzo szybko, a przyznam że nie wyobrażam sobie marszu tym szlakiem po zmroku.
/trasa zrobiona 24.09.2015 r./