Orla Perć: Zawrat, Świnica - Drugie podejście
2014-10-02
Dzień 25 września 2014 r. miał być dniem zdobycia najwyższego szczytu w moich dotychczasowych wędrówkach po górach. Muszę przyznać, że przed wyjściem na szlak wiedziałem już, że w górach spadł śnieg, zresztą było to widać z Zakopanego gdzie delikatnie przyprószone szczyty majaczyły na horyzoncie. Niezależnie od tego byłem dobrej myśli, że tym razem uda mi się szlak "zaliczyć". Tak jak w poprzednim roku droga do "Murowańca" była miła i przyjemna zwłaszcza że jesienne słoneczko ładnie przygrzewało i można było zdjąć kurtkę i maszerować w samej koszuli. Niestety po małym posiłku przy schronisku nadciągnęły chmury i piękne widoki się skończyły. Droga nad Czarny Staw Gąsienicowy nie nastręczała żadnych problemów choć pojawiające sie tu i ówdzie zalegające na szlaku "łaty śniegu" nie wróżyły dobrze
Nad Zmarzły Staw dotarłem ok. 12.40 tu już drogę utrudniał zalegający mokry śnieg, pod którym na szczęście nie było lodu. Droga na Zawrat była dość dużym wyzwaniem bo poza stromym podejściem śnieg znacznie utrudniał i spowalniał marsz powodując, że stopy nie znajdując oparcia ześlizgiwały się w dół lub nieoczekiwanie można było po kolana się zapaść. Idąc "Zawratowym żlebem" pod koniec wędrówki trzeba sie wykazać dość dużymi umiejętnościami wspinaczkowymi...aby pokonać wąską szczelinę w drodze na sam szczyt. Na przełęcz dotarłem ok. godz 14.00, nie muszę dodawać że radość i duma mnie rozpierała, choć jak sie okazało wiele trudnych chwil było jeszcze przede mną.
Po ok 20 min z Zawratu ruszyłem w kierunku Świnicy, droga ta jest jednym z najtrudniejszych i niebezpiecznych szlaków w Tatrach. Muszę powiedzieć, że jeśli się uważa na drodze trzyma łańcuchów (jak spódnicy mamy) to nic złego nam się stać nie powinno. Szlak jest ciekawy a wspinaczka na łańcuchach czy wchodzenie po stopniach mi się podobało. Nieraz trzeba było stanąć i zastanowić się jak pokonać jakiś odcinek szukając wzrokiem podparcia dla nóg i przewidzieć gdzie się postawi kolejny krok. Koniec końców o godz. 15.50 najwyższy szczyt Orlej Perci był zdobyty..huraaaa!!! ( i to w dość trudnych warunkach pogodowych co tylko daje większą satysfakcję z jego zdobycia).
Po krótkiej radości i zrobieniu paru fotek nastąpiła konsternacja, gdyż zgodnie z mapą jaką miałem "czerwony szlak", którym wszedłem powinien iść ze szczytu dalej a tu niespodzianka jedyna droga wiodła tym samym podejściem jakim wszedłem.(Na szczycie widnieje czerwone kółeczko oznaczające początek szlaku co jeszcze bardziej mnie zdziwiło i wprowadziło w nie lada kłopot). Prawie półgodzinne poszukiwania szlaku oczywiście spełzły na niczym...myśl że będę musiał wracać z powrotem na Zawrat była nie do zaakceptowania, nie miałbym szans wrócić przed zmrokiem nawet do schroniska. Wtedy dopiero góry ulitowaly się nade mną, wiatr rozwiał chmury odsłaniając widok na szlak w kierunku Kasprowego Wierchu. Wiedziałem juz że musiałem minąć rozwidlenie czerwonego szlaku przed wejściem na Świnicę. Schodząc już w dół zauważyłem, że szlak początkowo prowadził tym samym podejściem aby potem skręcić w kierunku przełączy świnickiej i dalej Kasprowego Wierchu.
Zobacz szlakPrzyznam szczerze, że był to najtrudniejszy moment w czasie wszystkich moich górskich wędrówek, zwątpienie zaczęło sie wkradać do mojej głowy czy uda mi sie bezpiecznie wrócić a wtedy łatwo o nieostrożny krok i nieszczęście gotowe. Spokój wrócił gdy doszedłem do przełęczy Świnickiej(dodam że na szlaku nie było wtedy nikogo). W związku z późną już porą, gdzie dnia zostało na niecałe dwie godziny zrezygnowałem z planowanego powrotu zielonym szlakiem przez Liliowe do "Murowańca" i załapałem sie na ostatnią kolejkę w dół z Kasprowego o 18.30. /Artykuł dodałem: 02.10.2014 r./